Auto które prawie umarło... dwa razy

Moja historia
W 2017 roku postanowiłem - kupuję klasycznego Mercedesa. Ostatecznie kupiłem egzemplarz z 1982 roku, w wersji coupe, z przepiękną linią nadwozia i jasnym wnętrzem. Auto było w bardzo słabej kondycji, pordzewiałe, podziurawione, przemalowane i jakimś cudem uniknęło złomowiska. Jednak mimo swojego stanu, wciąż zadawało szyku, a widok gwiazdy na końcu maski był nie do podrobienia.

Postanowiłem je kompletnie wyremontować, rozebrać na części pierwsze, przywrócić do oryginalnego stanu i dać drugie życie. Jednak naprawa wcale nie poszła zgodnie z planem. Splot nieszczęśliwych wypadków w połączeniu z moim niedopatrzeniem sprawił, że auto zaginęło.

Po prawie dwóch latach odnalazłem samochód, ale okazało się, że niemal całą dotychczasową pracę trzeba powtórzyć. Całość przygody trwała 4 lata, kosztowała mnóstwo nerwów i przeciągów w portfelu, ale jak dzisiaj patrzę na efekty, to stwierdzam, że zdecydowanie było warto. Remont ukończyłem miesiąc przed własnym ślubem, auto spisało się na medal (czego efekty możecie podziwiać w galerii), a dzisiaj mogę sprawić, że także i Wasz ślub będzie równie wyjątkowy.